4588 ARTYKUŁÓW W SERWISIE
ZNAJDŹ NAS
W INTERNECIE
ŚRODOWISKO

W 1942 roku wyszli wydoić krowy i ślad po nich zaginął – ich ciała odnaleziono dopiero teraz. Co takiego ich spotkało?

20 Lip 2017
ŚRODOWISKO
autor: Bartek Faryna

Mówi się, że życie pisze najlepsze scenariusze. Często tak właśnie bywa, a kolejne potwierdzenie prawdziwości tego powiedzenia znajdziecie dzisiaj. Od czasu do czasu dzieje się bowiem coś tak niesamowitego, że próżno byłoby szukać tego nawet w filmach. Taka sytuacja wydarzyła się niedawno w Szwajcarii. Wprawdzie swój początek miała ona 15 października 1942 roku, to finału doczekała się dopiero teraz. Przypadek ten był tak niesamowity, że informowały o tym niemal wszystkie szwajcarskie media. Zacznijmy jednak od początku.

Marcelin i Francine Dumoulinowie dorobiwszy się siódemki dzieci, postanowili po raz pierwszy wspólnie wybrać się w celu wydojenia krów. Miało to miejsce właśnie 15 października 1942 roku. Krowy wypasały się dość wysoko, a więc trzeba było zafundować sobie wspinaczkę na lodowcu, aby móc się do nich przedostać. Wcześniej robił to tylko ojciec rodziny, ponieważ matka była bez przerwy w ciąży. Po drodze nie napotykał żadnych trudności, aż do tego dnia. 15 października para nie wróciła bowiem do domu.

Poszukiwania trwały w najlepsze. Niestety nie przynosiły żadnych rezultatów. Małżeństwo dosłownie rozpłynęło się w powietrzu. Kiedy jasne było, że 40-letni Marcelin Dumoulin (z zawodu szewc) oraz 37-letnia Francine (z zawodu nauczycielka) już nie powrócą, trzeba było coś zrobić z ich dziećmi. Wszystkie zostały rozdzielone po ludziach. Część trafiła do rodziny, a część do obcych osób. Po czasie kontakt między poszczególnymi członkami rodzeństwa niemal całkowicie się urwał.

O sprawie zapomniano, choć dzieci nigdy nie straciły nadziei na odnalezienie rodziców. Nie poruszano już więcej tego tematu aż do teraz. Na lodowcu Tsanfleuron w pobliżu wyciągu narciarskiego nad ośrodkiem wypoczynkowym Les Diablerets na wysokości 2615 m. odkryto dwa ciała, przy których znaleziono pasujące dokumenty tożsamości. Para była ubrana w strój charakterystyczny dla tamtego okresu – wszystko więc pasowało.

Co jednak ich spotkało? Specjaliści twierdzą, że musieli oni wpaść do komina lodowca, a gdy lodowiec się cofnął – ciała zostały zwrócone.

Na pogrzeb nie ubiorę się na czarno. Myślę, że biel będzie bardziej właściwa. To kolor nadziei, której nigdy nie straciłam

– powiedziała w wywiadzie dla gazety Le Matin najmłodsza córka, 79-letnia Marceline Udry-Dumoulin.

Źródło: IFLS

KOMENTARZE disqus
komentuj przez Disqus
Wiedzocholik na Facebooku
POLUB NAS    
Wiedzocholik na Instagramie Wiedzocholik na Instagramie
Przeglądnij się
OBSERWUJ NAS    
Wiedzocholik na Twitterze