Kosmos
Scott Kelly spędził rok w kosmosie i opisuje zmiany, jakie zaszły w tym czasie w jego ciele
Podróże kosmiczne, piękne widoki, mikrograwitacja. Któż z nas nie marzy o wzbiciu się nad linię Karmana i przeżyciu niesamowitej przygody. Najlepiej byłoby pomieszkać trochę na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), na przykład tak jak astronauta Scott Kelly, który spędził tam aż 340 dni! Niestety Kelly zapłacił za to bardzo wysoką cenę.

Astronauta boryka się z wieloma poważnymi problemami zdrowotnymi, które pojawiły się u niego nie tylko w trakcie długotrwałego pobytu na ISS, ale również już po powrocie na naszą planetę.  

Kelly był idealnym obiektem badań, ponieważ jego brat bliźniak - z takim samym kompletem genów - również jest astronautą. Naukowcy postanowili więc wysłać jednego z braci w kosmos na rok, a drugiego pozostawić na Ziemi. W trakcie eksperymentu chcieli zbadać wpływ promieniowania kosmicznego, braku grawitacji i innych niesprzyjających ludzkiemu zdrowiu czynników, na ludzkie ciało. 

Scott jest już jednak od dawna na Ziemi i wydał nawet książkę, w której opisuje swoje problemy. Zobaczcie sami co przeżywa nasz bohater każdego dnia.

Dodano 04 stycznia 2018 o 15:01 przez Bartek Faryna źródło: http://www.sci-techuniverse.com/2017/11/scott-kellys-body-has-been-going.html

Komentarze

Zobacz również

Człowiek
Oto najbardziej stresujące pozycje, w jakich ludzie uprawiają seks
Podobno w życiu warto co jakiś czas próbować czegoś nowego. Niezależnie, czy jest to nowy szampon czy też nowa pozycja seksualna. Życie nie powinno być nudne, a już w szczególności to łóżkowe. Jednak przez ile stron Kamasutry przeciętny Kowalski byłby w stanie przebrnąć, zanim to wszystko zaczęłoby go przerastać? 

Pewien portal postanowił przeprowadzić małą ankietę, aby uzyskać odpowiedź na to pytanie. Przepytano więc łącznie 1 000 osób (500 mężczyzn oraz 500 kobiet) o ich życie intymne. Próbowano dowiedzieć się co ich podnieca a co wręcz przeciwnie, co sprawia, że czują łóżkowy niepokój, a co ich przeraża lub sprawia, że tracą przyjemność z seksu. 

Wyniki jasno pokazały, że najbardziej stresującą pozycją, albo przynajmniej najmniej wygodną, jest pozycja „69 na stojąco” - zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Na drugim miejscu znalazł się seks analny - w tym wypadku zdecydowanie bardziej stresujący dla kobiet niż dla mężczyzn. Pierwszą trójkę zamykała pozycja zwana „klęczącą taczką” (ang. kneeling wheelbarrow) - jeśli nie wiecie co to takiego, to spróbujcie sobie wyobrazić lub sprawdźcie w wyszukiwarce. 

Ankieta pokazała również, że najbardziej stresującym seksualnym scenariuszem, zarówno dla mieszkańców Europy jak i Ameryki, jest seks w miejscach publicznych. Na drugim miejscu znalazł się BDSM, a na trzecim seks analny. Jeśli chcecie znaleźć nieco więcej informacji na temat samej akiety lub jej wyników, to zapraszamy serdecznie do odwiedzenia strony źródłowej

Jeśli natomiast chcecie przekonać się, w jakich pozycjach najbardziej lubimy uprawiać seks, to zajrzyjcie do jednego z naszych poprzednich wpisów, w którym poruszaliśmy ten temat. 


Dodano 18 stycznia 2018 o 16:01 przez Bartek Faryna źródło: http://www.iflscience.com/health-and-medicine/this-is-the-most-stressinducing-sexual-position-according-to-you-guys/
Na pewno nie potrafi!

Dodano 11 stycznia 2018 o 14:01 przez Bartek Faryna
Człowiek

Dodano 18 stycznia 2018 o 10:01 przez Bartek Faryna źródło: http://www.totylkoteoria.pl/2018/01/biologiczna-bzdura-roku-2017-wyniki.html
Kiedy rodzice pytają: dlaczego przestałeś wierzyć w Boga.

Dodano 17 stycznia 2018 o 11:01 przez Bartek Faryna
Człowiek
Naukowcy odkryli prawdziwą drogę tak szybkiego rozprzestrzeniania się dżumy w XIV wieku - to nie były szczury
Dżuma, czarna śmierć, wielka plaga - jedna z największych epidemii w dziejach ludzkości niejedno nosi imię. Szalała w Europie w XIV wieku i przyniosła śmierć niemal 25 milionom osób. Zmarli stanowili prawie 1/3 ogółu mieszkańców Starego Kontynentu. Wywarła ogromny wpływ na ówczesny świat, choć tak naprawdę trwała łącznie zaledwie 14 lat. Była to oczywiście tylko jedna z kilku wielkich epidemii dżumy między XIV a XIX wiekiem, jednak jako jedyna przyniosła aż tak wielkie straty. 

Przybyła do Eurpy z dalekiego i bliskiego wschodu na pokładzie statku handlowego. Mieszkańcy Starego Kontynentu nie byli wtedy jeszcze zaznajomieni z koncepcją bakterii, toteż całą winę zrzucano na „karę boską” za popełnione grzechy. 


Do tej pory uważano, że za jej szybkie i gwałtowne rozprzestrzenienie się odpowiedzialne były szczury i inne gryzonie. Pchły gryzły zainfekowane szczury, następnie kąsały ludzi i w ten sposób choroba się przenosiła. Okazuje się jednak, że wyglądało to nieco inaczej, a my cały ten czas byliśmy w błędzie. 

Dodano 17 stycznia 2018 o 16:01 przez Bartek Faryna źródło: http://www.sciencealert.com/black-death-plague-spread-humans-lice-not-rats