Osiołki z greckiej wyspy padają trupem pod otyłymi turystami. Takiego ciężaru nie są w stanie unieść
My mamy swoje konie w drodze do Morskiego Oka i na rynku w Krakowie. Te pierwsze często padają z wycieńczenia na drodze, ponieważ woźnica decyduje się załadować zbyt wiele kilogramów na wóz, a konie po prostu nie dają rady. Te drugie padają przez upały, jakie ostatnio nawiedziły Polskę. Jeśli jednak wydaje wam się, że takie sytuacje mają miejsce tylko w naszym kraju, to się grubo mylicie. Do jeszcze gorszych rzeczy dochodzi na greckiej wyspie Santorini. Osiołki wykorzystywane tam do transportu, są eksploatowane ponad ich siły i dosłownie padają trupem. 

Na tego typu wyspach turystyczny biznes kwitnie w najlepsze. Oczywiście każdy mieszkaniec chce z tego wziąć coś dla siebie, dlatego lokalni dwoją się i troją, aby prześcignąć w tym wyścigu konkurencję. Niestety często do tych celów wykorzystują również zwierzęta - głównie osły. 

Na Santorini transport rzeczy odbywa się głownie drogą ”osiołkową„. Podobnie jak w wielu tego typu miejscach na całych Bałkanach, do przenoszenia ciężarów wykorzystuje się osły. Zwierzęta bardzo dobrze radzą sobie z kamienistymi stromymi podejściami, jakich na wyspie jest pełno. 

Niestety to wszystko nie wygląda już tak kolorowo, kiedy na grzbiet zwierzęcia wpakuje się turysta z wysoką nadwagą. Osiołki powinny dźwigać maksymalnie 20% swojej wagi, a więc masa ta - w zależności od zwierzęcia - wynosi jakieś 50 kg. Pani na zdjęciu nie wygląda natomiast na 50 kg. 

Na szczęście powołała się grupa aktywistów - Help the Santorini Donkeys - którzy przeciwstawiają się okrutnemu traktowaniu zwierząt. Dzięki ich działaniom lokalne władze zapowiedziały podjęcie walki z problemem. Teoretycznie właściciele osiołków zgodzili się, aby te nosiły odpowiednie ładunki, a ich czas pracy nie był zbyt długi. Mają oni również ograniczyć czas przebywania zwierząt na słońcu i zapewniać im zawsze dostęp do wody. Niestety tego typu rzeczy są bardzo trudne do egzekwowania. Przecież większości właścicieli bez mrugnięcia okiem złamie postanowienie, jeśli na horyzoncie pojawi się tylko możliwość większego zarobku. Zdrowie i życie zwierząt nie jest dla nich warte więcej niż cena, jaką za nie zapłacili. 

14 NOWYCH ciekawostek na GŁÓWNEJ
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 10 sierpnia 2018 o 15:08 przez e-wonsz

Komentarze

Zobacz również

Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 16 października 2018 o 20:10 przez Defdef
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 16 października 2018 o 20:10 przez Defdef
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 15 października 2018 o 20:10 przez e-wonsz
Polacy nie chcą się szczepić, rząd planuje więc szczepić imigrantów
Szczepionki i obowiązkowe szczepienia to temat, którym żyje ostatnio cała Polska. Najpierw projekt obywatelski, w myśl którego rząd miałby znieść przymusowe szczepienia w kraju, potem panika spowodowana doniesieniami o ryzyku epidemii, która miałaby przyjść ze Wschodu, a teraz jeszcze to - Rząd w naszym kraju planuje szczepić imigrantów. Na dodatek takich, którzy będą u nas przebywać mniej niż 3 miesiące. 

Sprawa wygląda jednak całkiem poważnie, ponieważ krajowy program szczepień, na przykład na takiej Ukrainie, bardzo kuleje. Na gruźlicę zaszczepiona tam jest mniej niż połowa społeczeństwa, a nieszczepionych osób w naszym własnym kraju przybywa. Ruch antyszczepionkowy staje się bowiem coraz bardziej modny i przekonuje do siebie coraz większą liczbę rodziców. 

Rozwiązaniem problemu mają być przymusowe szczepienia dla imigrantów spoza Unii Europejskiej. Mowa więc nie tylko o ludziach, którzy przyjechali do nas „za chlebem” lecz również o tych wszystkich studentach. 

Pomysł ma swoich zwolenników, jak i przeciwników. Biznesmeni boją się utrudnień dla imigrantów, którzy przyjadą do nas pracować. Wszyscy boją się związanych z tym kosztów, a niektórzy też twierdzą, że ruchy antyszczepionkowe na Ukrainie sa bardzo słabe i zdecydowana większość rodziców jednak szczepi swoje dzieci. Cały program nie ma więc w związku z tym sensu. 
Do ulubionych Komentarze

Głosy

Dodano 16 października 2018 o 16:10 przez e-wonsz
Rośliny słyszą, kiedy są jedzone i to wcale nie jest żart
Pewnie nie jest to dla was żadna nowość, ponieważ wiemy to już od dłuższego czasu, ale rośliny potrafią „czuć”. Jest to jeden z koronnych argumentów osób jedzących mięso, w trakcie rozmowy z osobami na diecie wegańskiej: „ale jak możesz jeść te biedne warzywa, przecież one też czują”. No cóż, każdy musi sobie z tym jakoś radzić. Naukowcy jednak ostatnio doszli do wniosku, że warzywa i ogólnie rośliny potrafią również „słyszeć”. 

Nie jest to jednak takie słyszenie, o jakim pewnie myślicie. Nie mają one bowiem aparatów słuchowych, które mogłyby przetwarzać fale dźwiękowe. Jednak są one w stanie odbierać pewne wibracje, na które dźwięk bezpośrednio się przekłada. 

I tak na przykład kapusta jest w stanie rozpoznać, kiedy zbliża się gąsienica i odpowiednio szybko zacząć produkować defensywne substancje, które pomagają jej w obronie. W podobny sposób reagują również inne rośliny. Innymi słowy są one w stanie usłyszeć, kiedy są pożerane. Jak tego jednak dowiedziono? 

Badacze z Missouri przeprowadzili pewien eksperyment. Grupie roślin odtworzono dźwięki towarzyszące żerowaniu gąsienic. Druga grupa natomiast nie słyszała żadnych dźwięków. Późniejsza analiza składu tych roślin dowiodła, że te z pierwszej grupy produkowały olej gorczycowy, który odstrasza gąsienice, podczas gdy rośliny z tej drugiej grupy oleju gorczycowego nie produkowały. 
Do ulubionych Komentarze

Głosy

Dodano 16 października 2018 o 17:10 przez e-wonsz